12/04/2026
Dzisiaj mija równo 2 lata odkąd utworzyłem kanał na YouTube i Spotify.
Z tej okazji mam kilka refleksji i przemyśleń.
1️⃣ Od pomysłu do realizacji minął moment, ponieważ wolałem działać niż analizować i zastanawiać się czy to zadziała. Cel był prosty, dzielić się wiedzą z zakresu kredytów i nieruchomości. Jakbym się zastanawiał i analizował, to pewnie nic by z tego nie wyszło.
2️⃣ Prowadzenie kanału traktuję jak prowadzenie drugiej firmy, ponieważ wymaga to czasu, zaangażowania, dodatkowych środków, nowych umiejętności i podejmowania decyzji. Często też poświęcenia.
3️⃣ Wiele się nauczyłem z zakresu "mówienia do kamery", prawidłowej dykcji, montażu materiałów video, sprzętu, układania scenariuszy i ogólnie tworzenia i planowania wciągających treści, które działają na YouTube czy Spotyfi i w mniejszym lub większym stopniu są ciekawe dla odbiorcy. Już dziś wiem, że te umiejętności zaprocentują w przyszłości.
4️⃣ Ludzie. Tutaj od początku wspierają mnie Panowie z ekipy
Jak się trafi na odpowiednie osoby to "robota" od razu staje się przyjemniejsza. Poza tym ich twórczość ukształtowała mój charakter.
5️⃣ Hejt i "propsy". Tego pierwszego na szczęście jest mniej, ale dzięki tej "twórczości" nauczyłem się pracować nad hejtem. Znacznie trudniej jest "trzymać się w ryzach" i "nie odlecieć za daleko" gdy wiele osób kibicuje temu co robisz. Tego boję się bardziej.
6️⃣ Cele. W ciągu tych pierwszych dwóch lat nie zrealizowałem zakładanego celu związanego np. z liczbą wyświetleń jednego odcinka albo ilości subskrybentów. No cóż, ale inne odhaczyłem.
7️⃣ Biznes. Pierwszy klient z "jutuba" wpadł po około 6 miesiącach publikowania. Do dziś pamiętam ekscytację jak usłyszałem "Dzień dobry, widziałem Pana na YouTube i chciałbym, żeby mi Pan kredyt załatwił..."
8️⃣ Po około roku dostałem wiadomość, że mój kanał został usunięty, bo narusza zasady YT. To był strzał między oczy, bo myślałem, że cała praca poszła na marne. Dzięki temu nauczyłem się odwoływać i tworzyć zaplecze właśnie na takie przypadki.
9️⃣ Dyscyplina. Miałem wiele momentów zwątpienia, ale dalej robiłem swoje i co czwartek wlatywał nowy odcinek. Mogłem odpuścić, bo przecież "mało