29/05/2026
Oświadczenie ZG ZZ PAMO w sprawie ataków na środowiska artystyczne w związku z projektem ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów
Reprezentujemy Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych. Nasze środowisko składa się z osób pracujących etatowo w instytucjach muzycznych i opłacających składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Nie jesteśmy beneficjentami ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, choć rozumiemy trudną sytuację części naszych kolegów pozostających na wolnym rynku i zmagających się z ciężką sytuacją materialną – nieregularnością dochodów wpisaną w ten rodzaj pracy oraz wyzyskiem ze strony części organizatorów imprez kulturalnych. Uważamy, że środowiska te, nieposiadające odpowiedniej reprezentacji związkowej, skazywane są często na wynagrodzenia znacznie niższe niż możliwości płatnicze tych, którzy organizują ich pracę. Świadczą o tym choćby prace naukowe podejmujące zagadnienia kontraktów w branży rozrywkowej. Część osób ze środowiska freelancerów natomiast znakomicie odnajduje się w gospodarce rynkowej i z oczywistych powodów nie wymaga troski ze strony państwa.
Mówiąc o muzykach, mamy na myśli szczególnie tych, którzy kilkanaście lat edukacji, trwającej nieraz od wczesnych lat dziecięcych, poświęcili na naukę zawodu. Mało jest profesji, w których cykl kształcenia zawodowego byłby tak długi i wymagający tylu wyrzeczeń ze strony młodego człowieka. Można zatem stwierdzić, że posiadane przez muzyków umiejętności mają charakter unikalny. To samo można powiedzieć o tancerzach, których droga zawodowa kończy się często w wieku 40 lat Czy są to wystarczające powody, aby państwo czy też naród jako suweren czuły się zobowiązane do szczególnej dbałości o to środowisko?
W wersji skrajnie liberalnej państwo jako stróż nocny powinno zajmować się właściwie tylko armią i sądownictwem. Resztę – jak mówią liberałowie – powinno się pozostawić racjonalnej, nieomylnej i niewidzialnej ręce rynku. I tutaj dla części polemistów kończy się dyskusja. Głośno w ostatnich dniach został wyartykułowany w przestrzeni publicznej pogląd wskazujący, że jedyną weryfikację działań artystów stanowi popyt na ich twórczość, wyrażający się gotowością płatniczą odbiorców.
Ale czy tym odbiorcą nie może być także państwo, które w uprawianiu niektórych form twórczości artystycznej dostrzega wartość społeczną, mimo że owa działalność nie jest w stanie sama obronić się finansowo? Na tym właśnie polegają dopłaty państwa do działalności publicznych instytucji kultury. Gdyby nie to, bilety do teatru czy filharmonii musiałyby być o wiele droższe, co ograniczyłoby w istotny sposób popyt na koncerty czy spektakle. Z rozmaitych względów państwu zależy na tym, żeby ten popyt istniał. W teorii ekonomii istnieje pojęcie dóbr społecznie użytecznych i kultura do nich niewątpliwie należy. Jej rozwój jest miarą poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa.
Kulturę klasyfikowano do niedawna jako wysoką i popularną, choć jest to bardzo upraszczająca kategoryzacja. Część tego sektora broni się ekonomicznie znakomicie. Gdybyśmy jednak, kierując się wyłącznie logiką rynkową, pozostawili tylko ją, zabrakłoby w Polsce orkiestr symfonicznych, bo te nie cieszą się masowym zainteresowaniem. Można w mediach usłyszeć opinię, że artyści (jak dawniej) powinni albo zarabiać na sztuce, albo szukać sponsorów lub mecenasów – np. króla. Ale przecież król to właśnie państwo, na którego budżet składały się podatki poddanych. Poddani często nie mogli decydować o tym, na co przeznacza się środki ze szkatuły władcy. W państwie republikańskim jest jednak inaczej – to od preferencji obywateli zależy, jaką politykę realizuje rząd.
Ze zrozumieniem przyjmujemy fakt, że na kulturę fizyczną w Polsce wydawane są środki z budżetu państwa. Cały publiczny system (państwo oraz samorządy) przeznacza na szeroko pojęty sport i obiekty sportowe ponad 13 miliardów złotych rocznie, z czego na samą budowę i modernizację obiektów (w tym stadionów i boisk) trafia co roku około 5-6 miliardów złotych. Są to kwoty wydatkowane z naszych podatków niezależnie od osobistego zaangażowania każdego z nas w kulturę fizyczną i sport. Nie kwestionujemy tych wydatków. Kultura fizyczna to ważny i społecznie użyteczny cel. Jednak do kultury nie przykłada się podobnej miary co do sportu. Nie mówi się przecież: „skoro ktoś lubi piłkę nożną, to niech wybuduje sobie stadion za własne pieniądze”. Albo: „jeżeli moja noga nigdy tam nie stanie, po co mam partycypować w podobnych wydatkach, zamiast przeznaczyć środki budżetowe na armię, służbę zdrowia czy oświatę?”. Można iść jeszcze dalej i uznać, że oświata też powinna być sprywatyzowana, bo stanowi sferę preferencji rodziców, kształtujących swoją własną wizję wychowania dzieci. Z jakichś względów zależy nam jednak na wysportowanym, wykształconym społeczeństwie i obytych z kulturą obywatelach.
Piszemy o tym nie dlatego, że dotyczy to bezpośrednio kwestii ustawy, ale dlatego, że w wypowiedziach publicystów i polityków pojawiają się wątki stawiające pod znakiem zapytania sensowność wspierania tych elementów kultury, które nie mogą same obronić się ekonomicznie. Przypominamy, że jako muzycy orkiestr publicznych nie jesteśmy beneficjentami projektu ustawy o zabezpieczeniu artystów, ale nie możemy się zgodzić na towarzyszący mu przekaz, pełen uprzedzeń także wobec naszego środowiska oraz generalizacji i uproszczeń, które zawsze zakłamują rzeczywistość.
Pan prezes Mentzen apeluje do artystów (w tym, jak rozumiemy, także do nas), abyśmy z wyższością nie patrzyli na resztę społeczeństwa. Skąd taki wniosek? Na podstawie badań statystycznych czy wypowiedzi niektórych artystów, których nie można przecież uznać za reprezentantów całego środowiska, bo nikt im nie dał do tego mandatu? Dlaczego zatem takim stwierdzeniem krzywdzi olbrzymią rzeszę artystów, którzy nie bacząc na trudy i wyrzeczenia przez kilkanaście lat się kształcili by owymi artystami zostać i wśród których także zdarzają się jego wyborcy? Co to znaczy, że wielu z nas wypowiada się o reszcie społeczeństwa z nieukrywanym poczuciem wyższości? W naszym środowisku, w którym wynagrodzenia często oscylują wokół minimum krajowego, hołduje się raczej poczuciu niższości wobec przedstawicieli innych sektorów gospodarki. Mamy niestety wrażenie, ze analiza projektu ustawy dała asumpt do nagonki na całe środowisko artystyczne w Polsce, budując obraz artystów jako ludzi roszczeniowych i zadufanych, z pogardą patrzących na resztę zapracowanego społeczeństwa. Taki oparty o obserwacje tylko niewielkiego, niereprezentatywnego choć hałaśliwego wycinka naszego środowiska obraz nie jest obrazem prawdziwym i bardzo ubolewamy nad tym, że tak łatwo znajduje poklask w licznych komentarzach. Apelujemy do mediów i polityków, by brali pod uwagę możliwe reperkusje swoich wypowiedzi. Pomiędzy apoteozą artystów a potępieniem jest bardzo szeroka przestrzeń do obiektywnej oceny ich pracy i znaczenia dla społeczeństwa.