10/09/2026
Wczoraj miałem spotkanie, po którym wracałem do domu z dobrym, spokojnym uczuciem.
Rodzice trojga dzieci. Bez pośpiechu, bez jednej rozmowy i podpisu. Kilka etapów.
Najpierw rozmowa o tym, jak wygląda ich codzienność i czego się obawiają. Potem analiza, zawód, wiek, stan zdrowia, bo od tego zależy, czy w ogóle mogą przystąpić do ubezpieczenia. Na końcu dopasowanie oferty, tak żeby pasowała do nich, nie do tabelki.
W ich przypadku wszystko się zgadzało. Ustaliliśmy każdy szczegół, łącznie z tym, o czym mało kto myśli, czyli kto zastąpi uposażonego, gdyby ten pierwszy nie mógł odebrać świadczenia, i do kogo mam zadzwonić, jeśli będzie taka potrzeba.
Teraz śpię spokojnie, bo wiem, że to działa. A oni śpią spokojnie, bo mają plan na wypadek choroby czy niezdolności do pracy, którego nikt sobie nie życzy, ale dobrze mieć go zabezpieczonego z tyłu głowy.
Lubię tę pracę właśnie za takie dni.
Jak jest u Was, rozmawialiście kiedyś w rodzinie o tym, co gdyby?