12/03/2026
Historia ku przestrodze
Jakiś czas temu zgłosiła się do nas klientka, dla której po analizie przygotowaliśmy strategię oddłużeniową.
Jej sytuacja była bardzo trudna:
miała jednego dużego prywatnego wierzyciela, u którego pod zastaw pozostawał dom, drugiego poważnego wierzyciela publicznego – ZUS – oraz kilka mniejszych zobowiązań: chwilówki i kredyty.
Plan działania był jasny:
najpierw odciążyć budżet z rat chwilówek, które pochłaniały dużą część miesięcznych środków, a następnie skupić się na spłacie ZUS-u i prywatnego inwestora, żeby zabezpieczyć to, co najważniejsze – dach nad głową.
Przez kilka miesięcy klientka stosowała się do zaleceń. Niestety, z czasem uznała, że chce przyspieszyć cały proces i zaczęła szukać innych rozwiązań na rynku.
Trafiła do kancelarii, która za 18 000 zł podjęła się przeprowadzenia restrukturyzacji.
Klientka powiedziała nam o tym pomyśle. Odradzaliśmy ten krok bardzo stanowczo, bo wiedzieliśmy, że w tej sprawie głosowanie nie ma realnych szans powodzenia. Główni wierzyciele – prywatny inwestor i ZUS mieli decydujący głos i wszystko wskazywało na to, że zagłosują przeciwko.
Tak właśnie się stało.
Restrukturyzacja nie przyniosła oczekiwanego efektu, pieniądze zostały wydane, a dziś sytuacja tej kobiety jest znacznie trudniejsza niż wcześniej. Stawką jest utrata domu.
To nie jest historia po to, żeby kogokolwiek straszyć.
To jest historia po to, żeby pokazać jedną ważną rzecz:
w oddłużaniu pośpiech i obietnice bez pokrycia potrafią kosztować bardzo dużo.
My nie obiecujemy cudów.
Nie sprzedajemy „gruszek na wierzbie”.
Mówimy wprost, jaka droga ma sens, a jaka tylko wygląda dobrze na papierze.
Bo w sprawach zadłużenia liczy się nie to, co brzmi najlepiej, tylko to, co naprawdę daje szansę ochronić majątek, spokój i przyszłość.
Niech ta historia będzie przestrogą dla wszystkich, którzy dziś szukają pomocy.
Zanim podejmiesz decyzję, skonsultuj swoją sytuację z kimś, kto powie Ci prawdę, nawet jeśli nie będzie ona wygodna.