26/04/2026
Za jedyne 13 tysięcy dolarów Anglik Brendon Grimshaw kupił maleńką, bezludną wyspę na Seszelach — i postanowił zostać tam na resztę życia.
Gdy zbliżał się do czterdziestki, porzucił pracę redaktora gazety i zaczął wszystko od nowa. Wyspa, którą kupił, przez prawie 50 lat była całkowicie opuszczona. Jak prawdziwy Robinson Crusoe, znalazł sobie towarzysza wśród miejscowych — człowieka o imieniu Rene Lafortune.
Razem zaczęli przywracać wyspę do życia. Rene pojawiał się tam od czasu do czasu, ale to Brendon mieszkał na niej przez dziesięciolecia, niemal w całkowitej samotności.
Przez 39 lat posadzili 16 tysięcy drzew i stworzyli prawie 5 kilometrów ścieżek. Po śmierci Rene w 2007 roku Grimshaw został zupełnie sam na wyspie. Miał wtedy 81 lat.
To, co osiągnął, było niezwykłe. Na wyspie pojawiło się około 2000 nowych gatunków ptaków, a także ponad sto gigantycznych żółwi — zwierząt zagrożonych wyginięciem w wielu częściach świata. Dzięki jego pracy opuszczony skrawek ziemi zamienił się w prawdziwy raj i ważne schronienie dla dzikiej przyrody.
Pewnego dnia saudyjski książę zaproponował mu 50 milionów dolarów za wyspę. Grimshaw odmówił.
Nie chciał, by stała się luksusowym miejscem dla bogaczy. Marzył, aby była dostępna dla wszystkich — jako park narodowy. I doprowadził do tego, że w 2008 roku wyspa została nim oficjalnie ogłoszona.
Jedni spędzają życie, goniąc za pieniędzmi.
Inni tworzą coś, co pozostaje po nich na zawsze.
Brendon Grimshaw wybrał tę drugą drogę — i zamienił małą wyspę w wielkie dziedzictwo.