11/08/2026
Jako mama nie mogę przewidzieć wszystkiego. I już przestałam próbować...
Choć przyznam, że moja wyobraźnia bardzo chętnie próbuje robić to za mnie. Wystarczy późniejszy powrót do domu, głuchy telefon, telefon ze szkoły, wyjazd dziecka bez nas albo zwykłe: „Mamo, coś mnie boli”. I w głowie od razu potrafią uruchomić się najgorsze scenariusze.
Może dlatego, że przez lata pracy w ubezpieczeniach słyszałam i widziałam naprawdę dużo....
Wiem, że dzieci spadają z rowerów, schodów, łamią ręce, trafiają do szpitala, poważnie chorują, potrzebują specjalistycznego leczenia, a czasami zwyczajnie trzeba szybko dostać się do lekarza, bez czekania tygodniami.
Nie chcę żyć w strachu, ale nie mam zamiaru udawać, że pewne rzeczy się nie zdarzają.
Dlatego zamiast próbować kontrolować wszystko, zrobiłam coś innego.
Przygotowałam kilka różnych Planów B.
Dzieci mają NNW.
Mają ochronę na wypadek poważnego zachorowania.
Mają Global Doctors, czyli możliwość skorzystania z leczenia za granicą w określonych sytuacjach.
I mamy prywatny pakiet medyczny, żeby wtedy, kiedy potrzebny jest lekarz, można było po prostu działać.
Ja nazywam to trochę żartobliwie swoją złotą trójcą bezpieczeństwa dziecka, choć technicznie elementów jest nawet więcej. 😉
Każde z tych rozwiązań odpowiada na zupełnie inny problem i żadne nie zastąpi drugiego. Według mnie dobra ochrona nie polega na posiadaniu jednej polisy od wszystkiego. Polega na zrozumieniu, jakie ryzyka naprawdę chcemy mieć pod kontrolą.
Ja nie mam wpływu na wszystko, co wydarzy się moim dzieciom, ale mam wpływ na to, czy w trudnym momencie będę musiała dopiero szukać rozwiązania, czy będę je już miała.
Ja mam rozwiązania, a Ty masz taki swój „zestaw bezpieczeństwa” dla dzieci, czy raczej jedną polisę i nadzieję, że wystarczy?