Major Broker

Major Broker Spółka Major reprezentuje interesy Klientów w relacjach z zakładami ubezpieczeń. Tel. 601 616 000
e-mail: [email protected] Zapraszamy.

Bierze aktywny udział w procesie negocjowania warunków ubezpieczeniowych, polis ubezpieczeniowych oraz rozliczania i zaspokajania roszczeń. Pracujący w spółce eksperci specjalizują się w rozpoznawaniu ryzyka ubezpieczeniowego, są doskonale zorientowani w obowiązującym ustawodawstwie oraz rodzajach zagrożeń występujących w danej branży. Posiadają niezbędne doświadczenie, pozwalające dobierać progra

my ubezpieczeniowe do potrzeb klientów. Wyróżnia nas pełna wiedza dotycząca rynku i sytuacji finansowej zakładów ubezpieczeniowych. Współpracujemy tylko z pewnymi partnerami, których wiarygodność i stabilność na rynku została przez nas zweryfikowana. Szczegółowy zakres naszych usług obejmuje:
- wnikliwą analizę sytuacji Klienta
- pomoc w doborze programu ubezpieczeniowego
- likwidację szkód
- porady prawne
- doradztwo w zakresie ubezpieczeń
- poszukiwanie niestandardowych rozwiązań

Na każdym etapie współpracy mogą Państwo liczyć na:
- merytoryczne wsparcie
- wiedzę i pomoc naszych specjalistów
- najwyższy poziom obsługi prawnej
- wysokie kwalifikacje naszych doradców
- dokładność świadczonych usług
- szybkość działania
- rzetelność

Nasze usługi kierujemy do osób fizycznych, podmiotów gospodarczych, instytucji publicznych. Zawsze dążymy do pełnej satysfakcji naszego klienta, nasze działania mają na celu dobór zindywidualizowanych, elastycznych rozwiązań, programów ubezpieczeniowych, dostosowanych do oczekiwań naszego Klienta.

22/12/2023
Coraz bliżej święta 🎶 Cytat wizualny z Internetów:
05/12/2023

Coraz bliżej święta 🎶 Cytat wizualny z Internetów:

Nooo Major - czeka na adopcję w zaprzyjaźnionym z nami schroniskiem 😊 Daję go tu w ramach prywaty 😊 Może komuś wpadnie w...
16/11/2023

Nooo Major - czeka na adopcję w zaprzyjaźnionym z nami schroniskiem 😊 Daję go tu w ramach prywaty 😊 Może komuś wpadnie w oko.

12/10/2023

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) poinformował o rozszerzeniu zakresu informacji przekazywanych ubezpieczycielom. Co to za dane i co oznaczają dla kierowców, którzy brali udział w zdarzeniu drogowym?

09/10/2023

Kliknij i zobacz więcej.

24/08/2023

Statystycznie najwięcej wypadków dzieje się we własnych domach. Polecamy link.

Dzisiaj klasyczny hit - zapraszamy do kina :-) Dzieło z 1983 roku.
10/08/2023

Dzisiaj klasyczny hit - zapraszamy do kina :-) Dzieło z 1983 roku.

This is "The Crimson Permanent Assurance (Monty Python's)" by EpicFilmsGlobal on Vimeo, the home for high quality videos and the people who love them.

27/07/2023

Okienko kulturalne 😊 Wątki ubezpieczeniowe w literaturze. Petr Šabach, pisarz czeski, „Gówno się pali”. Czechosłowacja, lata 70-te.

„…- Nie powinieneś się w to bawić – pewnego razu mówiła ciocia wujowi, który z wystawionym językiem pisał jakiś list. Właściwie ponaglenie. – Jesteś zbyt pewny, że znowu przyjedzie tych dwóch i pójdziecie do knajpy. Co będzie, jeżeli tym razem przyślą kogoś innego? A w ogóle, to nie w porządku tak oszukiwać. Dobrze wesz, że to nieuczciwe?
Wuj jednak nie pozwolił sobie przeszkodzić. Każdego roku na wiosnę wysyłał list. Zmieniał w nim tylko datę, nigdy treść. Tego roku odniósł wrażenie, że ubezpieczalnia coś długo nie reaguje, napisał więc ponaglenie. Brzmiało mniej więcej tak:
Szanowni towarzysze, tego roku w maju przeszła przez nasze miasteczko wielka ulewa. (Pisano o niej również w prasie). Ulewa ta (padał też grad!) wyrządziła następujące szkody w naszym domku: uszkodzenie dachu, zalanie piwnicy oraz inne mniejsze szkody spowodowane gwałtownymi podmuchami wiatru. Proszę o wypłacenie odszkodowania za poniesione szkody. Przypominam, że już ponad dziesięć lat jestem ubezpieczony w Państwa firmie. Cześć pracy!

Potem poszliśmy wysłać powyższe ponaglenie. Pewnego popołudnia, jakoś w środku sierpnia, odezwał się dzwonek koło furtki. Wuj dał susa z tapczanu i ostrożnie uchylił zasłonę. Wyraźnie odetchnął.
- To oni! – krzyczał do cioci. – To oni, moje kochane chłopki!
Byłem bardzo ciekaw, kim są te „kochane chłopaki”. Stali przy furtce i z szacunkiem podnosili kapelusze. Mieli na sobie prochowce, w rękach trzymali teczki. Wuj witał się z nimi gromko, jak ze starymi przyjaciółmi.
- To ci z ubezpieczalni – tłumaczyła mi ciocia, nalewając do kieliszków śliwowicę. – Ma więcej szczęścia niż rozumu, gałgan jeden.
- Chodźcie chłopcy! – wuj serdecznie zapraszał obu mężczyzn do środka. – To po jednym na powitanie! – wołał, stukając się z nimi na zdrowie. – I jeszcze na drugą nogę! – Kiedy tylko wypili, poszli wszyscy do gospody.
- Robi tak co roku – powiedziała ciocia z uśmiechem. Ale po chwili spoważniała i dodała szybko: - Tylko nikomu tego nie opowiadaj!
Polegało to na tym, że wuj brał gości z ubezpieczalni do gospody i przyjmował po królewsku. Mówić ściślej, upijał obu do nieprzytomności. Po czym oni z ochota podpisywali mu zaświadczenie o stwierdzonych szkodach, co oznaczało dla wuja bardzo przyzwoitą sumę. Potem odprowadzał ich na dworzec gdzie żegnali się, obejmowali, śpiewali pijackie pieśni i krzyczeli do siebie: Do zobaczenia za rok!...
Kiedy wuj wrócił do domu, machał zwycięsko papierem z ubezpieczali, zataczał się i zmuszał ciocię, żeby z nim tańczyła. Na początku ciocia stawiała opór i okładała wuja ścierką. „Ty stary koźle!” – mówiła, śmiała się i uciekała przed nim wkoło stołu, w końcu dawała się jednak złapać, a nawet pocałować. Choć ostatecznie i tak ostrzegała: - Kiedyś się przejedziesz, zobaczysz!

Przejechał się już kolejnego lata. Kiedy w sierpniu znowu zabrzmiał dzwonek przy furtce, nie stali już za nią dwaj uśmiechnięci, przekupni goście, lecz kobieta o wyglądzie niezwykle komisyjnym.
- Jezus Maria! – jęknął wuj, gdy tylko dojrzał zza zasłony tę osobę. - A to co?
Jego zdziwienie było uzasadnione. Urzędniczka z ubezpieczalni mierzyła ze dwa metry i, tak samo jak tamci, miała na sobie prochowiec. Od swoich kolegów różniła się tylko tym, że zamiast kapelusza miała na głowie szary beret. Jednak już na pierwszy rzut oka jasne było, że jej aktówka nie zawiera żadnych wesołych przedmiotów, ale wyłącznie surowo sformułowane ankiety.
Wuj cały się zgarbił i widać było po nim, jak bardzo nie chce jej otworzyć. Dzwonek nie przestawał jednak brzęczeć.
Ciocia pchała go w stronę drzwi mówiąc: „no idź!”, potem przez chwilę stała obok kredensu i zastanawiała się, czy ma wyciągnąć jakąś butelkę. W końcu nalała do trzech szklaneczek słodkiego likieru jeżynowego.
Słyszałem, jak wuj krzyczy nerwowo: - Witam panią, proszę siadać! – i kręci się w kółko. Pani z urzędową miną zdecydowanie odmówiła alkoholu, po czym zaczęła chłodno rozglądać się po pokoju.
- Przystąpmy od razu do rzeczy – powiedziała, wyciągając z aktówki stos papierów. – Przede wszystkim, Pan Motyczka i pan Krauze, których prawdopodobnie się pan spodziewał, już u nas nie pracują Ich praca pozostawiała wiele do życzenia, nie mogliśmy dłużej tego tolerować. Dalej: ty mam, szanowny panie, raporty meteorologiczne z dnia, o którym pan pisał. Nie tylko tu, ale w całej Europie dnia piętnastego maja przeważała pogoda słoneczna bez jakichkolwiek opadów. Może mi pan łaskawie wytłumaczyć, jak to możliwe, że w miesiącu, w którym meteorolodzy odnotowali niższą sumę opadów do przeciętnej – ba, był to wręcz miesiąc dramatycznie suchy - pana dom dotknęła ta szkoda? Cytuję: „wielka ulewa, która przeszła przez nasze miasteczko w maju tego roku”. Jak ma to rozumieć?
Stryj wypił swój likier jeżynowy w absolutnej ciszy, zmarszczył czoło, desperacko popatrzył na ciocię i wydusił z siebie:
- Mogła to być lokalna burza.
- Niech pan posłucha – powiedziała urzędniczka. – Rozmawialiśmy z pańskimi sąsiadami. Ani jeden z nich nie przypomina sobie, żeby wiosną choć raz padał tu porządny deszcz.
- Lokalna chmura… - szeptał wuj, łatwo było po nim poznać, że sam nie był w stanie uwierzyć w taką teorię. – Mam świadków – oświadczył ostatecznie i wskazał na ciocię.
- Niech pani posłucha, panienko, czy też młoda pani – ciocia wzięła się pod boki. – Czy chce pani przez to powiedzieć, że mój mąż to sobie wymyślił? Że kłamie?
- Ja nie chcę nic przez to powiedzieć, ale mam tu napisane czarno na białym, że w inkryminowanym czasie padało w Moskwie, nie tu.
Ciocia się zachmurzyła: - Więc to, że wynosiliśmy z mężem wodę z piwnicy i mąż tak się przy tym umordował, że aż musiał się położyć, to mi się tylko zdawało? Pani sobie tu przychodzi z jakimiś papierkiem, macha nam nim przed nosem i próbuje nabajdurzyć, że tu nie padało, kiedy ja mówię wyraźnie, że tu była taka ulewa, jakiej sama w życiu nie widziałam! A że jakiś starzec z naprzeciwka przysięga, że nie padało? Za to ja spokojnie mogę pani przysiąc, że ten biedak nie pamięta, co dzisiaj jadł na obiad! A tak w ogóle, to co pani sobie wyobraża?! Jesteśmy przyzwoitymi ludźmi i regularnie płacimy składki ubezpieczeniowe, ale kiedy spotka nas katastrofa (tu głos cioci nagle się załamał), nikt nie staje po naszej stronie i jeszcze w dodatku ludzie tacy jak pani patrzą na nas z góry. Szanowna pani, jeżeli żałuje nam pani tych paru koron za wapno, to z Bogiem, tam są drzwi! Już my sobie z mężem jakoś poradzimy. Jesteśmy przyzwyczajeni do katastrof!
W tym momencie ciocia zaczęła płakać. – Lokalna chmura… - powtarzał wuj, przypominając, że ona może jeszcze tu mieć znaczenie.
Urzędniczka odrobinę straciła fason. Odpuściła sobie wcześniejszą minę.
- Wie pani… - chciał dodać wuj, ale ciocia zatrzymała do spojrzeniem i szepnęła tak głośno, że nawet ja usłyszałem. – Ty się nie odzywaj! Z tobą sobie później porozmawiam!.
Wuj przygasł i od tamtej pory odgrywał w tym dramacie jedynie drugoplanową rolę.
Urzędniczka ostatecznie zgodziła się wziąć pod uwagę istnienie „lokalnej chmury” i, kręcąc głową, wzdychając, zaczęła wypełniać jakieś swoje papiery.
Wuj zlikwidował olejny likier.
- Stwierdza tu pan – powiedziała pani z ubezpieczalni – że musieli państwo wybielić piwnicę i prosicie o zwrot pieniędzy za wapno. Czy mogłabym, za pozwoleniem, zobaczyć tę piwnicę?
Wszyscy, łącznie ze mną, udali się do piwnicy. Wuj zapalił światło i tak spoważniał na twarzy, jakby właśnie wspominał czas, kiedy to ukrywał tu jakiegoś sowieckiego partyzanta.
Urzędniczka rozejrzała się. Potem wyjęła z aktówki miarkę składaną i zaczęła mierzyć ściany. Chwile liczyła, coś zapisywała i powiedziała: - Dobrze, zapłacimy za wapno. Mam tylko nadzieję, że nie oznajmią mi państwo, że zamókł wam tu oryginalny perski dywan!... - wuj roześmiał się niezbyt głośno, pokazując, że w zupełności rozumie te obawy, że doskonale wie, ilu nieuczciwych ludzi jest na świecie.
- Zardzewiał nam młotek – powiedziała nagle ciocia.
- No nie! – parsknęła zdumiona urzędniczka. – Nie chce mi pani chyba zgłosić zardzewiałego młotka jako szkody?!
- Właśnie że chcę – powiedziała ciocia. – To był całkiem nowy młotek. Nie miał nawet tygodnia!
Wuj uniósł brwi ze zdziwienia. Obserwował obie kobiety, które rozpoczęły otwartą wojnę.
- W żadnym wypadku nie zapłacimy za młotek! – trwała przy swoim urzędniczka.
- Może jednak jakoś to przebolejemy… - zaoponował nieśmiało wuj, który najchętniej opuściłby już tę piwnice i poszedł uspokoić się w gospodzie.
Jednak ciocia nie zamierzała tak tego zostawić. Nie satysfakcjonowało są coś w stylu: „Dobrze, macie tu parę koron i już nam, z łaski swojej, nigdy więcej nie zawracajcie głowy”. Nie ona wprawdzie wymyśliła całą tę hecę, lecz teraz już w niej tkwiła, chciała więc wyjść z niej absolutnie zwycięsko. Była też świadoma, że to ostatni raz i że musi to być pożegnanie, którego nie zapomina się ot tak.
- A więc nie chce nam pani przyznać odszkodowania ani za młotek, ani za obcęgi? – zapytała groźnie.
Wuj zauważył, że dodała obcęgi i, zakłopotany, kopnął butem w ścianę. Wyglądał, jak krnąbrny chłopczyk.
- Nie! – odmówiła urzędniczka.
Cioci niebezpiecznie płonęły oczy. Odwróciła się do wuja: - W takim razie powiedz, jak to było z tymi jajkami!
Wuj jednak zupełnie nic nie rozumiał Monotonnie kopał w ścianę z pochmurną miną.
- Sama mam powiedzieć? – spytała go ciocia. – Tak… proszę bardzo, mów… - wymamrotał wuj.
- Dobrze. Skoro pani szanowna tak odnosi się do sprawy głupiego młotka, obcęgów i zestawu śrubokrętów, to ciekawa jestem, co powie pani na to! Ja, proszę pani, co roku robię jajka marynowane!
Urzędniczka była w pogotowiu. Wiedziała, że teraz czeka ją główny atak. Skurczyła się, a ja tylko czekałem, aż obie z ciocią rzucą się na siebie.
- No i? – powiedziała.
- Jakie „no i”?! – ciocia nie wierzyła własnym uszom. – Stały tu na półkach, a kiedy wpadliśmy w tym zamieszaniu do piwnicy, mój mąż poślizgnął się na mokrych (to słowo podkreśliła) schodach, upadając, chwycił się półek i zrzucił to wszystko na ziemię. Czy tego nie obejmuje ubezpieczenie?
Urzędniczka spytała cicho: - Ile?
A ciocia wypaliła: - Pięćset!
Wuj patrzył na nią wstrząśnięty. W jego oczach odbijał się podziw i część.
Potem wróciliśmy do pokoju. W grobowej ciszy urzędniczka wypełniła papiery i bez słowa je podpisała. Wstała, podała wujowi rękę i powiedziała sucho: - Gratuluję! – bez wątpienia mając na myśli ciocię, nie pieniądze.
Kiedy gość sobie poszedł, wuj objął ciocię i ceremonialnie pocałował ją w oba policzki. – Skarb z ciebie – powiedział.
- Powinnam cię zabić – westchnęła.”

Nie wyjeżdżaj za granicę bez polisy turystycznej. Następstwa zachorowania w świecie bywają koszmarne finansowo. Polecam ...
29/06/2023

Nie wyjeżdżaj za granicę bez polisy turystycznej. Następstwa zachorowania w świecie bywają koszmarne finansowo. Polecam zwłaszcza ten fragment artykułu, w którym mowa za co i ile zapłaci wówczas nasz NFZ. Reszta jest po stronie chorego. To nieprzewidywalne pieniądze. Koszt polisy natomiast nie jest wysoki. Niska cena za bezpieczeństwo i spokój. Jakby co - jesteśmy 🤗

Kliknij i zobacz więcej.

Też czekamy 😊 Taki benefit, jako dodatek do ubezpieczenia zdrowotnego, bo przecież pies, to rodzina 😎
22/06/2023

Też czekamy 😊 Taki benefit, jako dodatek do ubezpieczenia zdrowotnego, bo przecież pies, to rodzina 😎

https://www.money.pl/ubezpieczenia/karta-ekuz-i-polisa-bez-tego-nie-wyjezdzaj-na-ferie-6853608685292096a.htmlJak co roku...
10/01/2023

https://www.money.pl/ubezpieczenia/karta-ekuz-i-polisa-bez-tego-nie-wyjezdzaj-na-ferie-6853608685292096a.html
Jak co roku przypominamy o konieczności ubezpieczania wyjazdów na ferie zagraniczne. Najmniej ważną częścią polis turystycznych jest ubezpieczenie bagażu - rzeczy możemy sobie kupić nowe. Natomiast koszty leczenia i OC to niezwykle istotne składowe. Mamy w naszej historii mnóstwo zdarzeń u klientów, związanych z wypadkami, transportem chorych, kosztami ratownictwa, czy wreszcie ze szkodami, w których wina jest po stronie naszych klientów, a poszkodowanym jest osoba trzecia, świadoma swoich praw i konsekwentnie dążąca do ich wyegzekwowania. Zapraszamy do Majora - polisy turystyczne wystawiamy na telefon, nawet z dworca, czy lotniska. Byle PRZED WYJAZDEM.

Koszty akcji ratunkowej, pomocy medycznej i leczenia związane z wypadkiem na nartach za granicą są potężne. Chroni przed nimi ubezpieczenie - czytamy w poniedziałkowej "Rzeczpospolitej". Ponad 30 proc. wypadków podczas uprawiania sportów zimowych związanych jest z urazami kolan. Dochodzi do...

Adres

Ulica Kolska 22
Poznan
61-042

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 16:00

Telefon

+48601616000

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Major Broker umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Major Broker:

Udostępnij