28/08/2026
Zajęcia dodatkowe dla dziecka wybieramy bardzo uważnie. A jego ochronę często powierzamy komuś innemu.
Zbliża się wrzesień, więc rodzice wybierają szkołę, angielski, piłkę, taniec, basen, karate… Czasami mam wrażenie, że z organizacji zajęć dodatkowych dziecka można zrobić doktorat. 😉
Ostatnio przy okazji takich rozmów usłyszałam od jednej mamy:
„Ma polisę z klubu. W szkole też coś było, więc chyba jest ubezpieczony.”
Zapytałam, czy wie, co dokładnie obejmuje ta ochrona.
Nie wiedziała.
Kilka dni później inna mama powiedziała mi:
„Tak, ma polisę z klubu. Ale chcę wiedzieć, co dokładnie obejmuje i czy to jest ochrona, której potrzebuje moje dziecko.”
I właśnie ta różnica została mi w głowie.
„Ma polisę” nie zawsze oznacza „wiem, jaką ma ochronę”.
Nie chodzi o to, że ubezpieczenie ze szkoły czy klubu jest złe. Może być zupełnie wystarczające.
Chodzi o to, żeby nie zakładać, że skoro dziecko „jakąś polisę ma”, to temat jest załatwiony.
Skoro tak dokładnie sprawdzamy, komu powierzamy jego czas, rozwój i bezpieczeństwo podczas zajęć, może warto poświęcić chwilę również na sprawdzenie, co faktycznie obejmuje jego ubezpieczenie.
Nie po to, żeby kupować kolejną polisę.
Po prostu po to, żeby wiedzieć, na czym możemy polegać, kiedy naprawdę będzie potrzebna.
Jeśli masz polisę swojego dziecka i nie do końca wiesz, co obejmuje — pokaż mi ją. Sprawdzimy ją wspólnie.
Być może okaże się, że niczego więcej nie potrzebujesz. A jeśli czegoś brakuje, będziesz przynajmniej wiedzieć czego.