21/08/2026
Co ma Allianz, czego nie mają inne towarzystwa?
Mnie.
No dobra, wiem, brzmię jakbym właśnie wygrała konkurs na najbardziej skromnego agenta roku, ale tak na serio...
Przez ten czas zdążyliście zobaczyć mnie w wersji bardziej profesjonalnej, mniej profesjonalnej, czasem z kawą, czasem z memem, a czasem narzekającą na rzeczywistość agenta ubezpieczeniowego.
Nie chcę być kolejną osobą w internecie, która mówi Wam, że ubezpieczenia są „spokojem ducha”, „bezpieczną przyszłością” i „najlepszą inwestycją w siebie”.
Chcę być po prostu **Waszą agentką**.
Taką, do której można napisać:
„Ola, mam polisę od 7 lat i nie mam pojęcia, co w niej właściwie jest.”
I nie usłyszycie:
„Proszę się zapoznać z OWU, strona 48, punkt 7.3.”
Tylko:
**„Dobra, dawaj. Zobaczymy.”**
Lubię konkrety. Lubię zadawać niewygodne pytania. Lubię powiedzieć klientowi „tego akurat bym nie brała”, jeśli naprawdę uważam, że nie ma sensu.
I zdecydowanie bardziej zależy mi na tym, żeby klient **rozumiał swoją polisę**, niż żeby podpisywał ją tylko dlatego, że ładnie mu ją przedstawiłam.
Nie jestem agentką, która będzie udawała, że każda sytuacja wymaga ubezpieczenia za 500 zł miesięcznie.
Nie mam też magicznego sposobu na to, żeby przewidzieć, co wydarzy się za 20 lat. Mam za to wiedzę, doświadczenie, upór i chyba całkiem niezłą umiejętność tłumaczenia skomplikowanych rzeczy.
A do tego odbieram telefon po sprzedaży, kiedy pojawia się pytanie:
**„Ola, a jak to właściwie działa?”**
I właśnie dlatego, jeśli kiedyś będziecie wybierać agenta, chciałabym, żebyście pomyśleli:
**„Dobra, zapytam Olę. Ona mi to normalnie wytłumaczy.”**
Bo właśnie tak chciałabym, żebyście mnie kojarzyli. Nie jako osobę, która sprzedała Wam polisę. Tylko jako osobę, **której zaufaliście przy jej wyborze.**
A że czasem przy okazji wrzucę mema o pracy agenta?
No cóż.
**To już koszt prowadzenia działalności.** 😂