Troszkę się pospieszyłem- Mama miała termin porodu wyznaczony na 10 czerwca. Dostałem 10 punktów w skali Apgar. Rodzice mieli nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Niestety tak się nie stało. Po 1.dobie życia zabrano mnie od Mamy i przewieziono do szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Powód-nie oddałem pierwszej kupki tzw. smółki. Tam rozpoznano u mnie niedrożność smółkową. Przeszedłem z
abieg laparotomii i wyłonienia przetoki. Ciężko to zniosłem. Przez kolejne półtora tygodnia leżałem na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii dla Dzieci. Podłączony do mnóstwa kabelków. Respirator, żywienie pozajelitowe, cewnik, przetoczenie krwi, mnóstwo antybiotyków-masakra. Rodzice codziennie do mnie przyjeżdżali, dużo do mnie mówili, czytali bajki. Robili wszystko co mogli, abym z tego wyszedł. Po kilku dniach zacząłem sam oddychać. Następnie przepisano mnie na kolejny oddział-tym razem chirurgii niemowlęcej. Tam spędziłem kolejne 3 tygodnie mojego życia. Na szczęście moja Mama mogła już tam być razem ze mną. Rodzice cierpliwie uczyli mnie pić z butelki- na początku piłem tylko po 5 ml mleka, a pod koniec mojego pobytu już po 50ml. Na oddziale z dnia na dzień czułem się coraz lepiej. Powoli odłączano ode mnie „kabelki”. Po 3 tygodniach wypisano mnie do domu. Rodzice byli bardzo szczęśliwi. Myśleli, że najgorsze jest już za nami. Niestety..tak się nie stało. Po tygodniowym pobycie w domu pojechaliśmy do Szpitala Dziecięcego Polanki, żeby zrobić badanie "chlorków potu" potwierdzające bądź wykluczające mukowiscydozę. Okazało się, że badanie to tylko czysta formalność. Na biurku lekarza czekał już na Nas raport z analizy DNA z wynikiem pozytywnym-potwierdzającym mukowiscydozę. W pierwszej chwili dla moich rodziców to był szok. Myśleli, że to niemożliwe, to nie może być prawda itd. Niestety okazało się inaczej. Następnego dnia zgłosiliśmy się do Szpitala Dziecięcego Polanki. Miałem tam spędzić z Mamą tylko trzy dni, aby się przyuczyć przyjmowania leków, inhalacji, drenaży. Niestety znowu stało się inaczej. Po kilku dniach stwierdzono u mnie anamię i niedodmę. Przetoczono mi krew, rozpoczęła się seria inhalacji, drenaży, antybiotyków. Pierwsze bitwy mam już za sobą, ale walka trwa nadal. Pierwsze dwa miesiące mojego życia były straszne. Wszyscy jednak mamy nadzieję, że dalej będzie lepiej. Wierzymy, że regularne przyjmowanie leków, codzienna rehabilitacja przyniesie oczekiwane efekty i pozwoli mi żyć normalnie. Jeśli chcecie mi pomóc w tej nierównej walce z ciężką, nieuleczalną chorobą genetyczną jaką jest mukowiscydoza proszę o dowolny datek– odwdzięczę się swoja walecznością i uśmiechem płynącym z radości tego, że jesteście i wspieracie mnie i moich rodziców:)
Darowiznę na leczenie i rehabilitację proszę kierować na konto Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą Oddział w Gdańsku:
Bank Millenium S.A. 26 1160 2202 0000 0000 5464 4607 koniecznie z dopiskiem w tytule wpłaty „NIKODEM JÓŹWIAK”
Możesz także pomóc przekazując 1% Twojego podatku. W rubryce "Cel szczególny 1%" należy wpisać Nikodem Jóźwiak, numer KRS:0000342412. Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za okazaną pomoc. Nikoś.