30/07/2025
Obserwując rynek nieruchomości od ponad 10 lat, przestałem wierzyć, że analiza trendu zmiany cen ma jakiekolwiek powiązanie z makroekonomią.
Co do zasady przy malejącym popycie na dane dobro powinno dochodzić do spadku cen [krzywa popytu i podaży], jednak w szczególności w Polsce tak się nie dzieje.
Dzieje się to za pomocą dość sprytnego mechanizmu:
1. Polaków przekonano, że emerytur nie ma i nie będzie, co jest dość prawdopodobne przy dzietności =1 i braku promocji jakichkolwiek wartości rodziny w mediach głównego ścieku.
2. W tym celu przekonano Polaków, że skoro emerytur nie ma i nie będzie, muszą oni sobie ją wypracować. Jak tego często dokonują?
3. Polacy masowo zaczęli kupować, 2, 3, 4 mieszkanie w celu zabezpieczenia swojej przyszłości dochodem pasywnym z wynajmu mieszkań. Inwestycja ta wydaje się dość interesująca, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, że ceny nieruchomości historycznie rosły. Zatem nieruchomości z pakietu dóbr podstawowych stały się nagle pakietem dóbr inwestycyjnych.
4. Jakie narzędzie pozwala wierzyć ludziom, że „taniej to już było”? Jest to w głównej mierze działanie RPP. Organ ten w przypadku zastoju na rynku nieruchomości, z automatu wręcz obniża stopy procentowe, powodując że następne hordy Kowalskich, z obawy przed zerową emeryturą zaczynają „inwestować” w betonowe złoto Polaków.
Jednak musimy pamiętać, że mimo wszystko w dłuższym okresie czasu działanie krzywej popytu i podaży jest nieuniknione. Już teraz u naszego zachodniego sąsiada w miejscowości Goerlitz stoją puste, w ogóle niezamieszkane bloki (zabudowa typowa dla PRL). Podobny scenariusz będzie miał miejsce w Polsce i to w dłuższej perspektywie czasu musi DOPROWADZIĆ DO KOREKTY CEN. Aby temu zapobiec RPP stopniowo coraz bardziej będzie obniżała stopy procentowe na rynku nieruchomości, aż w pewnym momencie dobiją one do 0%. Wtedy ostatnią deską ratunku staje się masowa wręcz imigracja ekonomiczna, gdyż w innym wypadku dochodzi do dość nieciekawego scenariusza:
1. Zamierają inwestycje na rynku nieruchomości.
2. Firmy budowlane, meblarskie, stolarskie, hutnicze (wszystkie powiązane z budownictwem) odczuwają spowolnienie gospodarcze, a następnie straty.
3. Ludność z powodu spadku cen przestaje inwestować w nieruchomości, oczekując na dalsze spadki.
4. Dochodzi do paradoksu, gdzie część osób kupujących 2, 3 mieszkanie na tzw. „górce” zaczyna dokładać do interesu bez żadnych szans na wyjście na plus z tej „inwestycji”.
5. Pojawiają się pierwsze upadłości konsumenckie, które uderzają w system instytucji finansowych opartych na długu, co w następstwie prowadzi do upadku jednej z nich i masowych bankructw pozostałych.
6. W celu ratowania instytucji finansowych Polska zapożycza się w krajach mających pozwolenie na nielimitowany dodruk pieniądza (np. USA).
Ten scenariusz jest jednym z możliwych i prawdopodobnych rozwiązań dla naszego rynku nieruchomości. Co pozwala zadać dość istotne pytanie, czy rząd pchając wręcz masy ludzi do zakredytowania się w instytucjach finansowych, nie nakłania swoich obywateli do niegospodarnego zażądania swoim majątkiem, który oddalić ma widmo nieuniknionego upadku instytucji opartych na rolowanym długu?
https://ree.biz.pl