15/05/2026
🏏 Czy inwestowanie przypomina krykieta?
Nasz założyciel, Sławek Muturi, osiągnął właśnie swoje pierwsze tegoroczne „century”. Co łączy sportową strategię z budowaniem portfela nieruchomości?
🔸 Dyscyplina: Wynik buduje się małymi krokami, a nie jednym „szczęśliwym trafem”.
🔸 Analiza ryzyka: Wiedza o tym, kiedy zostać w bazie, a kiedy biec po zysk.
🔸 Skala: Ponad 100 wydarzeń w 5 miesięcy to efekt perfekcyjnej logistyki – tej samej, którą stosujemy w Mzuri, zarządzając tysiącami mieszkań.
Koniecznie sprawdźcie najnowszy post na profilu Sławka, w którym tłumaczy, jak pasja do krykieta pomaga mu w chłodnej, biznesowej ocenie rynku.
Chcesz, żeby Twoje mieszkanie pracowało na Twoją wolność? Napisz do nas.
📞 +48 533 813 003
📧 [email protected]
Chciałbym się pochwalić moim pierwszym „century” … w tym roku! „Century” to po angielsku „stulecie”, ale też 100 punktów („runs”) zdobytych w krykiecie.
Krykiet to mało znany w Polsce sport. Gra po 11 zawodników, z tym, że najpierw jedna drużyna rzuca piłkę i po jej odbiciu przez przeciwników (jednego z tylko dwóch obecnych na boisku batsmanów drużyny oponentów) próbuje ją złapać. Najlepiej w powietrzu, bo to eliminuje z dalszej gry batsmana. Im dalej piłkę odbije batsman, tym więcej ma czasu na przebiegnięcie od jednej niskiej bramki (z angielska „wicket”) do drugiej. Po odbiciu jednej piłki batsmani mogą zdobyć jeden punkt. Ale też zero jeśli odbiją zbyt lekko i nie zdążą przebiec. Z drugiej strony, mogą zdobyć więcej punktów - 4 (jeśli odbita piłka poleci poza granice boiska) lub nawet 6 punktów (jeśli poleci poza granice bez odbijania się od ziemi).
Punkty zdobyte przez batsmanów są sumowane. Zwyczajem tej dyscypliny sportu jest celebrowanie nie tylko każdego zdobytego punktu, a tym bardziej „4” lub „6”, ale też przekroczenie 100 zdobytych punktów. Czyli celebrowanie „century”.
Przed kwietniem 2025 roku, tylko raz oglądałem mecz krykieta. Było to kilkanaście lat temu w Hamilton, gdzie Nowa Zelandia podejmowała Pakistan. Wydawało mi się to nudne. Odkąd 12 miesięcy temu postanowiłem obejrzeć jak najwięcej imprez sportowych na żywo, kibicowałem podczas meczów krykieta na poziomie amatorskim (m.in. w Afganistanie i w Pakistanie) oraz na poziomie profesjonalnym (w Dubaju, w Kolkacie oraz na Sri Lance, gdzie widziałem mecz mistrzostw świata kobiet pomiędzy Indiami i Pakistanem). Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak mecze w ramach indyjskiej ligi IPL. Odlot! Krykiet bardzo mocno mnie zafascynował.
Okazało się, że jest to sport wymagający myślenia i strategii. Podobny jest też do mojego nowego stylu podróżowania:
- miesiąc składa się z 30 dni (odmiana krykieta T20, składa się z dwóch rund po 20 „overs”)
- każdy tydzień ma 7 dni (tak jak każdy „over” w krykiecie to 6 rzucanych piłek)
- mogę danego dnia nie zobaczyć żadnego wydarzenia sportowego (piłka odbita na tyle słabo, że batsmani nie mieliby czasu przebiec pomiędzy „wicketami”, więc zdobywają zero punktów)
- ale mogę też – tak jak „4” lub „6” w krykiecie – jednego dnia zobaczyć więcej niż jedno wydarzenie sportowe. Podczas ZIO w Mediolanie jednego dnia rano można zobaczyć slalom, w południe snowboard, po południu biathlon, a wieczorem curling.
Od 1 stycznia br takich „4” i „6” udało mi się zaliczyć wiele, w szczególności podczas PNA w Maroko, ME w piłce ręcznej w Norwegii i w Danii, podczas ZIO oraz Paralimpiady, podczas Arctic Winter Games w Whitehorse, podczas Spartakiady w Panamie czy podczas MŚ Sztafet w Gaborone. W sumie kibicowałem w ponad 100 imprezach, w kilkudziesięciu dyscyplinach sportowych, w ok 25 krajach. W Polsce tylko w 3 miejscach – w Tomaszowie Mazowieckim podczas ME w łyżwiarstwie szybkim, w Toruniu – podczas MŚ w halowej lekkoatletyce, oraz dziś we Wrocławiu podczas Światowych Igrzysk Policjantów.
To właśnie tutaj udało mi się dzisiajprzekroczyć próg 100 imprez sportowych w tym roku, czyli osiągnąć moje pierwsze „century”.
Czas na kolejne 🙂