18/08/2026
Poznaj Anię
Anna, 40-letnia samotna matka z Katowic, prowadziła życie na tzw. „średnim poziomie", pracując jako księgowa w lokalnej firmie i spłacając raty kredytu za mieszkanie w bloku.
Jej codzienność była pełna wyzwań.
Starała się zapewnić swojemu synowi Adasiowi, jak najlepsze warunki do rozwoju. Jednocześnie wspomagała finansowo swoją mamę, która została sama w rodzinnym domu na wsi.
Niestety, od kilku miesięcy Ania zaczęła odczuwać silne bóle głowy, zawroty i problemy z widzeniem. Początkowo ignorowała objawy, ale z czasem stały się one nie do zniesienia.
Udała się do lekarza specjalisty, który skierował ją na badania diagnostyczne. Oczekiwanie na rezonans magnetyczny, tomografie komputerową i inne badania „na cito" zajęło łącznie 5 miesięcy.
Ania otrzymała diagnozę: guz mózgu wymagający według opinii lekarza natychmiastowej operacji.
"Natychmiastowa operacja" w ramach publicznej służby zdrowia oznaczała czas oczekiwania około 6 miesięcy.
Łącznie z badaniami to już był blisko rok...
Ania mogła nie mieć tyle czasu. Dodatkowo operacja była skomplikowana i ryzykowna.
Udało jej się znaleźć szpital, który mógł wykonać operację w bliskim terminie, ale jej koszt to 200 tys. zł. W tej chwili nie miała takich oszczędności.
Część znajomych oraz „Internet" zaczęli podpowiadać, że operacja nie w każdej sytuacji jest konieczna.
Gdyby sprzedała mieszkanie, to po spłacie kredytu starczyłoby jej na pokrycie tych kosztów, ale co jeżeli operacja naprawdę nie jest konieczna?
Decyzja o sprzedaży mieszkania wiązałaby się z przeprowadzką, stratą dużej części wartości mieszkania, zmianą szkoły Adama...
W obecnym stanie zdrowia Ania nie jest w stanie podjąć tej decyzji.
Czeka na operację...
Miesiąc przed ustalonym terminem zasłabła w sklepie, a potem zmarła w szpitalu.
A co z Adasiem?
Gdy mama trafiła do szpitala, Adam spędził parę dni u znajomych, po jej śmierci trafił do swojej biednej babci na wieś pod Katowicami.
Choć babcia starała się jak mogła, szybko okazało się, że to wnuczek coraz częściej musi jej pomagać i przejmować dorosłe obowiązki. Mieszkanie po matce wynajęto, ale pieniądze odkładano na przyszłość – nie poprawiały codziennej sytuacji.
Babcia i chłopiec utrzymywali się z emerytury i świadczeń finansowych, przyznanych na opiekę nad Adamem.
Jeżeli to Ty zapewniasz większość albo całość dochodu, Twoja śmierć może oznaczać dla dziecka nie tylko stratę mamy/taty, ale również utratę pieniędzy potrzebnych na codzienne życie.
Jeśli chcesz, mogę Ci pokazać prosty przykład: samotna mama, jedno dziecko, dochód 6 000 zł miesięcznie. Ile ochrony może mieć sens i skąd wziąć tę kwotę?