24/08/2026
Ostatnio będąc w domu rodzinnym, moją uwagę przykuł stary, zniszczony kask. Od 10 lat leży trochę z boku w tym samym miejscu, a ma dla mnie niesamowitą wartość sentymentalną – sami możecie domyślić się dlaczego.
Uratował mi tyłek, bo i tak skończyło się na krwiakach mózgu i niedowładzie ciała. Ogromną rolę odegrała też sprawna pierwsza pomoc udzielona na miejscu – gdyby nie szybka reakcja i pomoc świadka, pewnie by mnie tu dzisiaj nie było. Przy okazji jeszcze złamałem kręgosłup, o czym dowiedziałem się... przez przypadek.
Kiedy było ze mną już trochę lepiej, rodzice – żeby uświadomić mi, co się w ogóle stało – przynieśli do szpitala na oddział złamany widelec z mojego roweru. Moja pamięć była wyczyszczona do zera. Swoją drogą myślałem wtedy, że jestem w Rio, bo w TV leciały Igrzyska Olimpijskie, a Peter Sagan startował w wyścigu XC, a nie na szosie.
Na rower miałem już nie wrócić, ale dobrze, że o tym nie wiedziałem. Rehabilitację zaczynałem jeszcze na szpitalnych korytarzach, ucząc się chodzić na nowo. Potem jeszcze na liczniku i Stravie patrzyłem, przy jakiej prędkości się przewróciłem – było to 40 km/h.
A jak było z tym kręgosłupem? 3 miesiące po wypadku złapałem zapalenie płuc. Lekarz, który oglądał zdjęcie rentgenowskie, mówi do mnie tak: Ma pan to zapalenie, ale ma pan też kompresyjnie złamane plecy. A ja w szoku.
Finalnie trwały uszczerbek na zdrowiu wyniósł 37%, co pozwoliło mi za pieniądze z ubezpieczenia kupić nowego, karbonowego Speca Epica XDDD
Generalnie: w kasku trzeba jeździć i koniec, i kropka. A znajomość pierwszej pomocy naprawdę ratuje życie!